wtorek, 13 stycznia 2015

CHAPTER 40

Włączcie muzykę oznaczoną: * klik * !!



Aubrey POV

- Spokojnie. Już w porządku. - szepczę i kładę zimny, mokry ręcznik na jego czole. Nie kontrolował tego, jak bardzo się pocił po wyjęciu pocisku i szczerze mówiąc, zaczynam się martwić. Zdjęłam mu koszulę, która była cała mokra od potu, leży na naszym łóżku z jeszcze poprzedniego domu. Prześcieradło też jest już mokre w miejscu, w którym leży nieprzytomny Harry, bełkocze słowa, których nie mogę zrozumieć.

Jego klatka piersiowa pochłania litry powietrza, kiedy staram się go uspokoić. Po całym pokoju pozaświecane są świeczki, aby dawały światło, które nie będzie sprawiało bólu jego oczom.

Harry nie budzi się przez resztę nocy. Śpi, starając się zwalczyć gorączkę, której dostał, kiedy ja siedzę niespokojnie na łóżku.  Z jakiego powodu mam nadzieję, że będzie z nim lepiej, po raz pierwszy nie modlę się, aby piekło go pochłonęło. Pragnę, aby był tu dla mnie, i abym ja była dla niego.

Rano budzi się i jest z nim trochę lepiej, oddech jest w końcu równy, ale gorączka wciąż się utrzymuje.

Chwytam inny materiał, moczę go w misce chłodnej wody, stojącej na nocnym stoliku. Trzęsącą dłonią przykładam szmatkę na jego gorącym czole. Następnie palcami śledzę rysy jego twarzy, kształt jego nosa, jego kości policzkowe i w końcu pełne usta. Takie miękkie i delikatne w dotyku.

Jego dłoń niespodziewanie łapie za mój nadgarstek i zatrzymuje. Jego usta całują każdy moje palce, każdy oddech, który bierze jest drżący.

- Kocham cię. - nerwowo przełykam, kiedy powtarza te dwa słowa, których ja nigdy nie potrafiłam i nie wiedziałam, jak wypowiedzieć.
- Aubrey. Kocham cię. - powtarza. Otwiera oczy, zielonymi tęczówkami patrzy prosto w moje brązowe. Pozostaję nieruchomo, kiedy ten patrzy na mnie, wyraźnie czekając, abym za nim powtórzyła te dwa słowa.

Pot wciąż jest na jego dużej klatce piersiowej, noga owinięta bandażem, patrzę na niego rozpaczliwym wzrokiem.

Ja-ja... - językiem przejeżdżam po spierzchniętych ustach, kiedy patrzę na niego.
- Też cię kocham. - widzę, jak jego różowe usta układają się w słaby uśmiech. Podnoszę wzrok i zauważam w jego oczach emocje, prawdziwe szczęście.
- A ja kocham ciebie Aubrey Evens. - powtarza, umysł podpowiada mi, aby zwiać, uciec teraz, kiedy mam na to szansę, jednak serce mówi zupełnie coś innego.

Pochylam się. Jego dłoń powoli sunie z mojego nadgarstka, aby złapać za dłoń. Wiem, że też chce się pochylić ku mnie, ale jestem świadoma tego, że ciężko mu się poruszyć. Moje usta stykają się z jego miękkimi. To jak raj na ziemi, czując jego wargi poruszające się przy moich.

- Kocham cię. - mówię raz jeszcze przy okazji chwili na złapanie oddechu.

Kiedy odrywam się od niego, nasze oddechy są ciężkie.

- Wydaje mi się, że właśnie wyzdrowiałem. - śmieję się delikatnie na jego żart i muskam jego usta swoimi raz jeszcze.
- Pójdę przynieść ci wody do picia. - kiwa głową, kiedy wstaję, rozłączając nasze dłonie.

Mała kuchnia jest w nieładzie, talerze zalegają niepozmywane w zlewie, zapach zepsutego jedzenia unosi się w powietrzu, a śmieci są niewyniesione. Szybko wyrzucam je i zepsute jedzenie, po czym zmierzam do sypialni, aby zobaczyć, aby Harry zasnął, więc postanawiam postawić szklankę wody na stoliku nocnym, blisko miski z chłodną wodą.

Wychodzę, cicho zamykając za sobą drzwi. Wracam do kuchni i sprzątam do momentu, gdy jest nieskazitelnie czysto, świeże powietrze wlatuje do domu, kiedy otwieram okna.


I wtedy znowu to czuję. Wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Stoję w miejscu, rozglądając się po kuchni, nikogo tu nie ma, wyłączając mnie i Harry'ego. Mięśnie napinają się, kiedy słyszę dźwięki dochodzące z ciemnego gościnnego pokoju. Powoli stawiam kroki, kiedy w końcu chwytam drzwi, gdzie znajduje się Harry, wchodzę i zamykam je za sobą.

- Harry, ktoś tam jest- - łóżko jest puste. Zmieszanie jest widoczne na mojej twarzy, kiedy podchodzę bliżej. Szklanka po wodzie jest pusta. Jego szafa jest otwarta, zauważam tam moje zdjęcia, które widziałam już wcześniej, kiedy tam zajrzałam. Podchodzę jeszcze bliżej i zauważam coś. Dreszcze przechodzą po moim ciele, gdy mój wzrok ląduje na tym.

W małym pudełku leżą obrączki moich rodziców. Jestem prawie pewna, że zostali pochowani wraz z nimi. Podnoszę je i przyglądam się, teraz są na nich wygrawerowane dwa imiona - moje i Harry'ego.

Wypuszczam je z rąk, słysząc głośny huk z zewnątrz. Otwieram drzwi i wychylam się, widząc kompletną ciemność.

- Harry. - odzywam się. Otwieram je szerzej. - Harry, to ty? - wychodzę. Staram się nie płakać ze strachu, kiedy słyszę czyiś groźny śmiech z salonu.
- Harry, to nie jest śmieszne. - jego sztuczki nie są dla mnie ani trochę zabawne. Nadal się śmieje i po chwili orientuję się, że jestem zamknięta w łazience dysząc głośno, kiedy słyszę jego kroki podchodzące co raz bliżej. Dlaczego on się w to bawi?

Trzy mocne uderzenia w drzwi powodują, że powoli odchodzę.

- Harry, przerażasz mnie! - wrzeszczę, ale jedyne, co słyszę, to co raz głośniejszy śmiech. Mocno zatykam dłońmi uszy, aby uciszyć ten dźwięk. Kołyszę się, siedząc w kącie łazienki i widzę wściekłe walenie w drzwi.

Najbardziej przerażającą rzeczą w tej sytuacji jest to, że to nie Harry sobie ze mnie żartuje.

Kiedy odsłaniam uszy, nic nie słychać. Moja klatka piersiowa szybko podnosi się i opada, kiedy pękam i zaczynam płakać. Jestem przerażona, doszło do tego momentu, w którym po prostu muszę się wypłakać.

Minutę później słyszę delikatne pukanie.

- Zostaw mnie w spokoju! - płaczę.
- Aubrey? Co ci jest? - jego głos jest słaby, prawie bezsilny. Teraz czuję się zmieszana.

Podnoszę się i widzę, jak marszczy brwi na mój widok, kiedy otwieram drzwi.

- Co się stało? - nie tracę ani chwili i przytulam się do niego. Trzęsę się, kiedy zaczynam znowu płakać, opiera się o ścianę dla wsparcia.



- Ktoś mnie śledził. Śmiał się i nie wiedziałam, co robić. - płaczę jeszcze bardziej, na co ten przytula mnie mocniej. Mój szloch załamuje się i jestem przerażona.
- Shhh, już dobrze skarbie. Wszystko będzie dobrze. - całuje mnie w czubek głowy.
- Co jeśli on nadal jest w domu? - szybko go puszczam i rozglądam się spanikowana.
- Aubrey, nikogo tu nie ma. - mówi, na co przypominam sobie, że to samo mówił mi Johnny.
- Nie, Harry. Coś tu się dzieje i to nie jest normalne. - wzdycha, kręcąc głową.
- Myślę, że musisz się przestać.
- Łatwo ci to mówić, bo to nie ty byłeś przez kogoś prześladowany! - wycofuję się z powrotem do łazienki i zamykam ją.
- Aubrey. W porządku, przepraszam. Wierzę ci. - wkurza mnie, ale stara się na to patrzeć trzeźwo. Gdy nie daję mu odpowiedzi, słyszę jak odchodzi.

Patrzę w lustro, mam bladą twarz, sińce pod oczami. Zdejmuję szpitalną koszulę i odkręcam kurek. Po chwili całe pomieszczenie jest zaparowane, a ja wchodzę pod gorący prysznic. Szwy wydają się być w porządku, ale uważam, aby nie dotknąć rany, zapobiegając infekcji.

Moje mięśnie rozluźniają się od ciągłego spinania, pozwalam wodzie zmoczyć moje długie włosy. Szklane drzwiczki zakrywają moją nagą skórę od drugiej strony.

Przyglądam się drzwiom i powoli zauważam czyjeś palce, sunące po nich, pisząc jakieś słowa.

Potwór zasługuje, by być trzymanym w klatce.

Wargi zaczynają mi się trząść, krople wody spływają po twarzy i wtedy zaczynam krzyczeć.

________________________________________________________________

Muzyka wydaje mi się adekwatna do sytuacji, 
słuchałam tego cały czas, pisząc to. :D
Nie bójcie się, całuski! :*

+ domek Aubrey i Harry'ego. :)



~*~

Odstęp między dodawaniem rozdziałów zależy wyłącznie od stopnia waszego zainteresowania (czyt. ilość komentarzy).

sobota, 10 stycznia 2015

CHAPTER 39

Aubrey POV

Biegniemy, Harry kuleje. Zaczyna robić się ciemno i zimno przez co mogę poczuć, jak na mojej skórze robi się gęsia skórka. Suche liście szeleszczą nam pod stopami, zapach deszczu sygnalizuje, że zaraz będzie padać.
- Nigdy nie pomyślałabym, że jest takim świrem. - mówię szeptem, widząc, jak Harry pochyla się przy drzewie, próbując złapać oddech.
- Taa, a mówiłaś, że był dobrym przyjacielem. Powinien siedzieć w jakieś izolatce. - widzę, jak opiera się o drzewo i siada na ziemi. Przygryza wewnętrzną stronę policzka, próbując nie krzyczeć z bólu, kiedy odwiązuje kawałek koszuli, użytej jaki bandaż do swojej rany. Syczy i dotyka jej, ale ja cieszę się ze świadomości, że krwawienie ustało.
Podchodzę do niego i siadam obok. Podnosi głowę w górę, starając się zrelaksować.
- Przepraszam. - patrzy na mnie z dezaprobatą na twarzy.
- Nie zrobiłaś nic, za co miałabyś przepraszać, skarbie. - uśmiecha się lekko.
Uśmiecham się i relaksuję. Delikatny szum drzew sprawia, że się uspokajam. Ale nagle serce zaczyna mi bić tak szybko, że mogę usłyszeć jego bicie, kiedy obraz ciała Liam'a staje mi przed oczami. Nie widziałam tego. Nie było mnie tam. Nic nie zrobiłaś.

Och, ależ zrobiłaś.

- Harry, chodźmy. - łapię jego rękę i próbuję podnieść.
- W porządku, dam radę. - puszczam go i obserwuję, jak próbuje wstać. Wspiera się ręką, przytrzymując drzewa.
- Co to? - mówi, wskazując na coś. W końcu wstaje, chwyta cokolwiek ma pod ręką i rzuca, aby to sprawdzić, wtedy naszym oczom ukazuje się coś, co dobrze znamy.
- Pizdy śledzą nas. - rozgląda się wokół, podnosi wzrok na drzewa, okazuje się, że byli obserwowani przez bardzo długi czas.


*

*


- Myślisz, że nas znajdą? - rozglądam się po lesie, kiedy Harry wsiada do auta; kamery leżą roztrzaskane na kawałki na ziemi. Odwracam głowę, słysząc trzaskanie drzwiami.
- Dlaczego siadasz na fotel pasażera? - zamyka oczy i rozmasowuje skronie.
- Bo nie mogę prowadzić. Pamiętasz? - mówi wzburzony.
- Racja, przepraszam. - podchodzę do miejsca kierowcy i krzywię się, starając wsiąść, szwy dają się we znaki.
Odpalam samochód i ruszam.
- Dokąd jedziemy? - pytam, przybliżając się do kierownicy ze względu na to, że jestem niska.
- Najpierw musimy jakoś pozbyć się kuli z mojej nogi. - jęczy i zamyka oczy z bólu.
- Wystarczy! Zatrzymaj ten pieprzony samochód! - wrzeszczy. Wciskam hamulec, po czym ten otwiera drzwi i wyskakuje z auta.
- Aubrey! - wysiadam i idę za nim. Upada na trawę i siada. Rozrywa spodnie w miejscu, w którym jest ranny.
- Musisz coś dla mnie zrobić. - wzdycha i znowu jęczy. Wyciąga nóż z kieszeni po czym podaje mi go. Klękam przy nim, nie mając pojęcia, co będę musiała zrobić.
- Odwrócę wzrok, a ty w tym czasie wyjmiesz kulę. - otwieram usta, nie jestem pewna, czy będę w stanie przez to przejść.
- Posłuchaj mnie. Musisz to zrobić. - chwyta za kołnierz koszuli, gryzie go i odwraca wzrok.

Co? Nie jestem lekarzem. I daleko mi do chirurga. Podnoszę wzrok znad jego rany, widzę jego przerażony wyraz twarzy, kiedy przygryza kołnierz swojej brudnej koszuli.
Przełykam gulę w gardle, trzęsą mi się ręce. Jedną dłoń kładę mu za kolanem przytrzymując nogę, w razie, gdyby chciał walczyć. Drugą ręką trzymam nóż i powoli wkładam go do rany; jedyne, co mogę usłyszeć to krzyki chłopaka.
Wnętrzności mi się skręcają, kiedy krew zaczyna wyciekać i już wiem, że ciężko będzie mi wyjąć kulę.
- Harry, musisz zagryźć kołnierz najmocniej, jak potrafisz. - boleśnie kiwa, a pot ścieka mu z czoła. Wkładam nóż głębiej w jego skórę, aż do momentu, w którym mogę zobaczyć pocisk. Szybko go wyciągam.

________________________________________________________________

Odstęp między dodawaniem rozdziałów zależy wyłącznie od stopnia waszego zainteresowania (czyt. ilość komentarzy).

czwartek, 8 stycznia 2015

CHAPTER 38

Dla tych, którzy zapomnieli, kim jest Alex - jest początkującym w S.W.A.T.
W rozdziale 21 wierzyli, że udało im się złapać Harry'ego, ale spartolili sprawę, kiedy ten schwytał innego surgenta. :p
Alex jest młodym mężczyzną, który dopiero się uczy i jest jedynym, który poustawiał kamery w lesie i oglądał nagrania.

**

- Alex, powinniśmy poczekać. - odwracam się, aby na nią spojrzeć, kosmyk włosów wypadł jej z koka, kiedy pochylała się nad ekranem.
- Czekać na  co? Kiedy będzie martwa? Nie widzieliśmy tej dwójki od miesiąca. Uważam, że już czas zacząć działać i w końcu go złapać. - patrzę w monitor, odtwarzając wcześniejsze nagrania.
- Tylko ja uważam, że ona się w nim zakochuje? - odzywa się Nydia, mrużąc oczy podczas wpatrywania się w ekran.
- To niemożliwe. - szydzę i zaczynam czytać więcej informacji w notatniku.


- Po prostu, spójrz, jak ona pozwala mu się obejmować. Przywiązała się do niego, jakby jej życie od tego zależało. - wskazuje na tą dwójkę. I ma rację.
Całuje ją w czoło i szepcze coś do ucha. Ta na końcu szlocha, ale nadal razem siedzą na trawie.
- Nigdy wcześniej nie widziałam, aby coś takiego się wydarzyło. Poukładana dziewczyna zakochuje się w szalonym, psychicznym, zabójczym, okropnie-atrakcyjnym palancie. - marszczę brwi na jej spostrzeżenie, na co ta tylko wzrusza ramionami na mój dziwny wzrok.
- Sargent dał nam rozkaz, aby nie atakować, ale czekam, aby dorwać Styles'a już od ponad miesiąca. - patrzę na monitor i widzę, jak go całuje. Zaciskam szczękę, koniec ołówka, który trzymam, łamie się pod ogromnym naciskiem.
- Wow, uspokój się tygrysie, przez chwilę to wyglądało tak, jakbyś był zazdrosny. - śmieje się, a się uspokajam.
- Nie, po prostu... Wygląda nie niewinną dziewczynę, zmuszaną do robienia rzeczy, których nie chce robić w swoim życiu.
Nydia nie odzywa się, teraz skupiła swoją uwagę na pustym monitorze, w którym jeszcze niedawno były trzy żyjące osoby. Teraz dwie odeszły, a jedna została martwa.
- Co robimy z ciałem? - pyta.
Odpowiadam, chwytając przy tyn walkie talkie.
- Tutaj oficer 18, oficerze 78.
- Oficer 78, co się dzieje?
- Musimy kogoś zabrać. - puszczam guzik i czekam na jego odpowiedź.
- Kto jest ofiarą?
- Liam Payne.
- Och, upewnię się, go zabiorą. Szukaliśmy go od kiedy wsadziliśmy go do instytucji. - żegnam się i odkładam urządzenie na swoje miejsce.
- Więc 78 szukał go? - Nydia siada obok mnie; na takim samym krześle, jak moje.
- Tak. Był gotów uciec-
- Mój boże, Alex, patrz! - patrzę w stronę, w którą wskazuje.
Na ekranie, gdzie leży Liam Payne, jego prawa ręka drga. On wciąż żyje.
- Dzwoń do wszystkich dowódców, mamy alarm 220. Wszyscy mają być gotowi z załadowanym sprzętem. - dłonie mi się trzęsą, kiedy powtarzam.
- Alex, nie wydaje mi się, aby to wszystko... - patrzę na kilka ekranów, które tutaj mamy i na piątym, wydaje się, że Harry odkrył kamerę.
Przełykam gulę w gardle i patrzę jak marszy brwi po czym zrzuca małą kamerę na ziemię, rozbijając ją swoją zdrową nogą. W rezultacie kamera traci sygnał.
- Wiedzą, co zamierzamy. I wydaje mi się, że wiem, co zamierzają potem zrobić. - Nydia zwraca się do mnie twarzą bez wyrazu.
- Co takiego?
- Zamierzają uciec. - moje oczy zrobiły się wielkie, gdy odwracając się do ekranów i widzę, jak kamera po kamerze tracą swoje sygnały.

__________________________________________________________________

W następnym rozdziale będzie trochę o Naszych gołąbeczkach. :D
+ Zbliżamy się wielkimi krokami (bo tylko 2 rozdziały) do zakończenia I części opowiadania. :o 
kto by pomyślał? Szybko minęło. 

~*~

Odstęp między dodawaniem rozdziałów zależy wyłącznie od stopnia waszego zainteresowania (czyt. ilość komentarzy).