poniedziałek, 22 grudnia 2014

CHAPTER 27

UWAGA!

Cóż, to będzie dziwny rozdział... Na początku pojawią się świństwa.
Czytasz na własną odpowiedzialność.

Aubrey POV

- Dlaczego tutaj jesteś?! - wrzeszczę. Jego nagie ciało stoi naprzeciw mojego. Woda uderza w jego klatkę piersiową, a loczki stają się wilgotne.
- Po prostu chciałem dzielić z tobą prysznic, dopóki ty nie chcesz dzielić niczego ze mną... - podchodzi bliżej, a moje ręce nie wiedzą, co zakryć. Klatkę piersiową? Inne części ciała? (jeśli wiesz, co mam na myśli)
- Pozwól mi siebie umyć. - przyciska mnie do szklanej ścianki prysznica, przez co moje pośladki odczuwają jej chłód. Jego klatka piersiowa dotyka mojej, zakrytej rękoma, usta dotykają miejsca za moim uchem i wtedy napiera całym ciałem na moje. Każdy centymetr jego ciała jest odczuwalny, co zabrało mi oddech.
- Pozwól, że pokażę ci, co potrafię zrobić... - jego ręce owijają się wokół mnie.
- Harry. - sapnęłam. Chciałam, aby odszedł, lecz mój głos nie brzmiał tak, jak powinien. W końcu użyłam swoich rąk, aby go odepchnąć, ale ten ani drgnął, po prostu patrzył, jak bezsilnie staram się go wypchnąć.
- Boże, kocham, kiedy próbujesz być niegrzeczna. Tyle, że znam cię zbyt dobrze i wiem, że skorzystasz z tego... - jego słowa sprawiają, że wierzę, że coś z nim nie tak, jednak coś podpowiada mi, że to ze mną jest coś nie tak.
Łapie moje dłonie i trzyma je nad głową. Oczami skanuje nagą klatkę piersiową, przez co jego oddech staje się cięższy.
Nie Aubrey, uciekaj od niego. Nie możesz tego zrobić. Nie, to nie w porządku.
- Harry, przestań! - odpycham go, abym mogła wyskoczyć spod prysznica, jednak ten szybko łapie mnie za szyję swoją wielką dłonią.
- Nie, nie, nie, tym razem mi nie uciekniesz kochanie. - znowu przyciska mnie do swojej klatki, wciąż trzymając za kark.
- Harry! Przestań! - drugą ręką zakrywa mi usta, tłumiąc moje wołanie o pomoc.
- Tym razem jesteś cała moja. - szepcze.
Staram się wołać o pomoc i wiercić w jego uścisku, kopiąc wszystko, co mogę, powodując głośne dźwięki.
- Zamknij się! - wrzeszczy. Rzuca moim ciałem z powrotem o szklaną ścianę prysznica, jestem pewna, że będę miała przez to siniaki.
- Harry, przestań, to boli! - płaczę z bólu, czekając, aż przestanie mnie ranić.
- Nie! Ciągle uciekasz, ale nie teraz! - chwyta za moje włosy i - nie chcę wyjaśniać, co się stało. Bo co tu wyjaśniać? To znaczy, nie zabrał mi dziewictwa. Dzięki bogu zrobił to Johnny, ale seks to coś wyjątkowego. To nie jest coś na zasadzie "chcesz - masz". Wierzę, że pozwalając drugiej osobie zobaczyć całą siebie, jaka jesteś, musisz jej bezgranicznie ufać. Jego ręce wędrowały po moim ciele, brudne, ohydne łapska. Ręce, którymi zabił Johnny'ego.
Leżę skulona pod prysznicem, widzę jak po cichu wychodzi, zabierając ze sobą ręcznik, aby móc się nim owinąć. Dłonią przeciera lustro, widzi mnie na podłodze.
- Aubrey, masz zamiar się podnieść czy będziesz tam tak siedzieć całą noc? - ma czelność spytać.
Wstaję słaba i sięgam po ręcznik, jednak ten szybkim ruchem zabiera mi go.
- Nie, chcę, abyś sama wyschła, chcę widzieć, jak się ubierasz. - moje serce łamie się jeszcze bardziej i ponownie przewracam oczami.
- To ci nie wystarczy? Wykorzystałeś mnie- - szlocham zakryta dłońmi. Czuję, jak jego ramiona owijają się wokół mnie.
- Nie! Zostaw mnie! Jesteś potworem! - odchyla się ode mnie, co daje mi możliwość wyrwania mu z rąk ręcznika i zakrycia swojego posiniaczonego ciała.
- Aubrey...
- Nie, nawet do mnie nie podchodź! - krzyczę, po czym otwieram walizkę, wyjmuję ciuchy i zakładam bezrozmiarowy czerwony t-shirt oraz czarne rajstopy. Czuję jego dłoń na plecach, chce zwrócić moją uwagę, ale szybko od niego uciekam. Chwytam walizkę i idę prosto do drzwi.
- Gdzie ty idziesz?! - wrzeszczy.
- Powiedziałeś, że mogę odejść, kiedykolwiek będzie chciała, więc zostawiam cię ohydny potworze! - przekręcam gałkę, ale on chwyta za moją walizkę, rzucając nią przez cały pokój i przyciska do ściany, trzymając za gardło.
- Teraz posłuchaj mnie słoneczko. Zostawisz mnie, kiedy ci na to pozwolę, nie kiedy ty będziesz chciała. - moje nogi już nie dotykają podłogi, a chude palce próbują podważyć jego dłoń.
Puścił mnie przez co upadłam na podłogę, zamykając drzwi. Jego nagie ciało okryte było koszulką i spodniami.
Odwróciłam głowę, kiedy drzwi lekko się uchyliły, Niall, boy hotelowy, próbował wnieść jedną z moich walizek. Zatrzymuje się, kiedy mnie widzi i chce coś powiedzieć, ale ja szybko przykładam palec do ust, dając do zrozumienia, że ma być cicho. Rozgląda się po pokoju i widzi Harry'ego wracającego do łazienki. Patrzy na mnie, skanuje moje siniaki na rękach i na twarzy.
- Czy on to zrobił... - szepcze.
Spoglądam w dół zażenowana, potakuję. Podchodzi do mnie i podnosi.
- Co ty robisz?! - szepczę.
- Myślę, że staram się być superbohaterem. - odszeptuje. Nie mogę nic poradzić, że bierze mnie na ręce, kiedy wychodzimy z pokoju i zaczyna biec. Nie wiem dokąd zmierzamy, ale chcę być jak najdalej od niego.
- Aubrey! - kiedy jesteśmy na holu, jego postać wychodzi z pokoju, rozglądając się na obie strony i dostrzega nas na rogu.
- Niall, on tu idzie! - przyspiesza i zatrzymuje się, kiedy stajemy przed czerwonymi drzwiami. Odstawia mnie i trzęsącymi rękoma otwiera drzwi kluczami, by wejść do środka i wciąga mnie za sobą.
- Niall, gdzie my jesteśmy? - szepczę do niego, jesteśmy w małym pokoju.
- W kanciapie dozorcy, teraz bądź cicho. - zakrywam usta dłonią, zagłuszając mój głośny oddech.
Oboje nieruchomiejemy, kiedy słyszymy kroki, głośne kroki blisko nas.
- Wiem, gdzie jesteście. I przyrzekam, kiedy cię złapie w swoje ręce ty głupi, mały chłoptasiu, ta twoja idiotyczna główka nie będzie na tym samym miejscu, co dotychczas. - grozi. Światło w holu daje nam możliwość zobaczenia, gdzie on jest i w tym momencie stoi na wprost drzwi, chodząc to w prawo, to w lewo. Ale nagle światła gasną i czuję, że Niall próbuje mnie przytulić, chcąc, abym się uspokoiła, jednak czuję się zupełnie odwrotnie. Jego dotyk przypomina mi o Harry'm i szybko cofam się przed jego dotykiem.
- Aubrey... kochanie, czekam na ciebie... - mówi, powodując dreszcze.
- Chcę drugą rundę... Chcę cię poczuć jeszcze raz... - moje dłonie jeszcze bardziej przyciskają się do ust, starając się uspokoić.
- Założę się, że on nigdy nie był w stanie tego zrobić... - jego przypomnienie o Johnny'm sprawia, że stoję na krawędzi i nic nie mogę na to poradzić, ale wychodzę z kanciapy jak burza.
- Tak, bo on nigdy by nikogo nie zgwałcił! - wykrzykuję mu prosto w twarz.
- Nie był taką kupą gówna, jak ty! Masz rację, nigdy by niczego takiego nie zrobił, bo on jest lepszy od ciebie! I zawsze będzie! - moje ręce go popychają, a Niall wychodzi i odciąga mnie od niego.
- Aubrey, uspokój się! - Niall stara się mnie opanować.
Harry stoi tam z głupim uśmieszkiem na twarzy.


- Nic dziwnego, że Rebecca cię zostawiła! - tak szybko, jak wypowiadam te słowa, uśmiech schodzi mu z twarzy.
- I myślałam, że jest mi z tego powodu ciebie szkoda, ale teraz jedyne, co do ciebie czuję to współczucie, wściekłość, obrzydzenie tobą. Jesteś śmieciem! - syczę.
- Radzę, żebyś się, kurwa, zamknęła.
- Dlaczego? Co zamierzasz teraz zrobić?! Nie mam nic przez ciebie! Moje ciało jest brudne przez ciebie! Wszystko jest przez ciebie! Nienawidzę cię! - krew się we mnie gotuje, a łzy spływają mi po twarzy.
- Przeze mnie? Słońce, nie rozumiesz, że taki był mój plan. Im bardziej samotna jesteś, tym większe są szanse, że będziesz musiała zostać ze mną. - uśmiecha się.

__________________________________________________________

O boże, ale z niego dupek, przepraszam...

*

I dziękuję za wszystkie komentarze!
proszę o więcej. :*


całuję, Ann. :*

niedziela, 21 grudnia 2014

CHAPTER 26


On stał tam, z sercem na dłoni, zrobi wszystko, aby tylko ją zatrzymać.

Ona stała tam, gotowa je wyrwać.

Aubrey POV

Jeśli chce, abym została, to zostanę, ale zrobię to na własnych warunkach. Nie zostanę, jeśli będzie mnie źle traktował. Już się go nie boję.
- Harry, po pierwsze, chcę, abyś wynajął nam dwa pokoje w hotelu. - mówię, a raczej rozkazuję.
- Ale zrobiłem je dla ciebie, własnymi rękami.
- Właśnie dlatego nie chcę w tym czymś mieszkać. - mówię, ale to bez znaczenia. Jeśli chce, abym została, będzie robił co mówię.
- Ale-
- Nie ma żadnego "ale", a teraz chodźmy! - rozgląda się niemal zawstydzony, jakby wokół nas byli ludzie, a on odczuwał upokorzenie.
Moja cierpliwość powoli się kończy, więc decyduję się złapać go za rękę i zaciągnąć do jego białego wozu.
- Aubrey, możemy po prostu tutaj zostać, nie wiem, dlaczego potrzebujesz hotelu, skoro wszystko, czego potrzebujemy to miłość. - miał smutek wypisany na twarzy i przez moment myślałam, że mnie to obchodzi, ale nie.
- Harry, chcesz, abym była szczęśliwa?
- Oczywiście, że tak. - wyciągnął swoje dłonie, aby złapać moje, ale zabrałam je.
- W takim razie idziemy.





~


- Co mogę dla Pani zrobić? - boy hotelowy podchodzi do mnie, a ja upewniam się, że Harry nadal jest w swoim aucie.
- Czy macie może dwa wolne pokoje do wynajęcia? - pytam i widzę, jak sprawdza, a następnie kręci głową.
- Tak, mamy. 200 za noc. -  zagryzam dolną wargę, zaglądając do portfela, który dał mi Harry, z 800$.
- Dobrze, wynajmę je na 4 noce.
Kiwa z uśmiechem i daje mi klucz. Do głowy napływa mi myśl, aby wyjść tylnymi drzwiami z tego miejsca, ale z jakiegoś powodu nie robię tego.
- Czy będzie Pani potrzebować pomocy z bagażem? - pyta.
- Nie, mój... chłopak to zrobi. - kłamię i wychodzę na zewnątrz, znajdując obserwującego Harry'ego.
- Dostałaś pokój? - odwraca się na siedzeniu w moją stronę, patrząc przez opuszczoną szybę.
- Tak, mamy pokoje.
- Czekaj, pokoje? Myślałem, że będziemy mieć jeden pokój. - marszczy brwi.
- Nie chcę dzielić z tobą łóżka. - patrzę w dół, wiem, że się wkurzy.
- A dlaczego nie? - otwiera drzwi kierowcy i staje naprzeciw mnie.
- Ponieważ tego nie chcę. - zaciska szczękę i widzę cierpienie w jego oczach.
- W porządku. - i tak po prostu zamyka drzwi samochodu, a ja stoję, zastanawiając się, czy zamierza wziąć moje bagaże.
- Więc, księżniczko, masz zamiar tak tutaj stać, czy może zabierzesz swoje bagaże? - prycham z irytacji i otwieram tylne drzwi, po czym biorę moją walizkę, ciągnę ją, a Harry? Tylko patrzy. Dupek.
- Jest Pani pewna, że nie potrzebuje Pani pomocy? - boy pyta mnie raz jeszcze i nic nie poradzę, ale uśmiecham się wdzięczna za jego uprzejmość.
- Tak, proszę. - jednym, szybkim ruchem podnosi ją i podąża za mną do pokoju hotelowego, nie patrzy za siebie, więc nie zauważa Harry'ego idącego za nim z zaciśniętymi pięściami, widząc, jaki jest miły.
- Jesteśmy, pokój 14. Dziękuję za pomoc... Niall. - mrużę oczy, aby odczytać jego imię z plakietki.
- Wszystko dla takiej piękności jak ty. - uśmiecha się.
- Okej, już wystarczy cioto. Ona jest moją dziewczyną! - Harry pcha go na ścianę i szybko otwiera drzwi po czym wpycha mnie do środka, nie dając mi szansy na przeprosiny za jego głupie zachowanie.
- Co do cholery jest z tobą nie tak?! On był miły! - wrzeszczę na niego, kiedy zamyka drzwi.
- Nie, od z tobą flirtował! A ty jesteś moja! Ani jego, ani nikogo, tylko moja! - przypiera moje ciało do rogu ściany, a jego ciężki oddech owiewa moją twarz. Swoje ręce opiera o ścianę, zatrzymując mnie.
- Posłuchaj mnie. Będziesz mnie cholernie kochać. Będziesz się za mnie modlić. Będziesz czcić ziemię, na której żyję. Rozumiesz? - jego głos przypomina mi diabła, jego dwubiegunowa postawa zaczyna mnie poważnie wkurzać.
Następnie mocno łapie mnie za głowę i wpija we mnie swoje usta. Kiedy odpycham go, puszcza mnie.
- Weź prysznic. - mówi i odchodzi. Pieprz się.
Otwieram walizkę, aby znaleźć mój szampon i mydło, kiedy otwieram drzwi, trzaskam nimi i przeklinam go wszystkim niecenzuralnymi słowami, jakie mogę wymyślić. Głupi dupek, szalony, psychiczny kutas. Rozbieram się, wciąż zła i odkręcam wodę, ustawiając, aby była ciepła. Wchodzę i otwieram butelkę od szamponu.
Myśli, że kim on jest? Mówiąc mi, co mam robić i co mówić. Jest diabłem.
Kiedy spłukuje szampon z moich włosów, czuję za sobą czyjąś obecność. Mam gęsią skórkę na całym ciele i kiedy się odwracam, on przyciska mnie do ściany prysznicowej.

- Marzyłem o tym, aby moje ręce znalazły się na tobie.

____________________________________________________________

Woooowowowowowo! :o

~

Stwierdziłam, że nie będę robić żadnej "blokady". Po prostu bardzo bym chciała, aby każdy, kto czyta to Fanfiction, zostawiał po sobie jakiś ślad pod rozdziałami. :) Nie każę się rozpisywać nie wiadomo ile, jednak miło by mi było, gdyby osoby czytające napisały chociaż słowo "czytam", uśmiechnięta minka czy cokolwiek. To bardzo motywujące wiedzieć, że to, co robię, robię nie tylko dla siebie, ale też dla kogoś. :)

buziaki, Ann. :*

czwartek, 18 grudnia 2014

CHAPTER 25


Aubrey POV

Po chwili dodał gazu i odjechaliśmy.

- Harry?
Nie patrzył na mnie, jednak wciąż uśmiechał się. Zaczęłam się trząść, a serce zaczynało rozumieć, że okłamał mnie.
- Okłamałeś mnie. - głos trząsł mi się ze strachu, a kiedy nie odpowiedział, zrozumiałam, że byłam kompletną idiotką.
- Nie bardzo, nie zabiłem ich, ale skłamałem na temat innych rzeczy. - wzrusza ramionami, jak gdyby nigdy nic. Wjeżdżamy do lasu i widzę przelatujące za szybą drzewa, stare radio gra Billy Joel'a "River of Dreams".
- Spokojnie kochanie, wszystko będzie dobrze. - jego dłoń sięga mojej twarzy, ale wyrywam się z niej.
- Harry, odblokuj drzwi.
- Nie, a teraz uspokój się i ciesz się jazdą, skarbie.
- Nie nazywaj mnie tak! - zatrzymuje samochód i powoli odwraca się, aby na mnie spojrzeć.
- Będę cię nazywał tak, jak mi się do cholery podoba i jeśli jeszcze raz się tak do mnie odezwiesz, poniesiesz za to konsekwencje, jasne? - zagryzam policzek od środka powstrzymując od krzyku.
Kontynuuje jazdę, kiedy docieramy do nowego miejsca. To już nie ten mały, wyblakły, niebieski domek. Jest dużo gorzej. To dom zbudowany z bambusa, ja te, w których kobiety leczą ludzi różnymi ziołami. Otoczony jest trawą i drzewami, nic więcej.
- Podoba ci się? Zbudowałem go całego dla ciebie. Zdecydowałem, że jak ze mną wrócisz, to powinnaś czuć się jak w domu! - schował dłonie w swoje tylne kieszenie spodni, kiedy tak obserwował to małe miejsce.
Przełknęłam gulę w gardle i kiwnęłam głową, on wierzy, że mnie kocha, w takim albo innym sensie dam mu zauważyć, że to nie bajka, gdzie księżniczka jest ratowana przez księcia, to prawdziwe życie.
To jest dalekie od domu, to więzienie dla mnie. Odwracam się do niego, obserwuje mnie z ciekawością i lekkim uśmiechem. Stoję naprzeciw niego i chwytam za jego ramiona, ugina kolana, aby być na równi ze mną.
- Harry... Chcę wrócić, zmieniłam zdanie, jesteś człowiekiem o pięknym, kreatywnym, gorącym sercu, nie zrozum mnie źle, zrobiłbyś wszystko dla dziewczyny, którą kochasz, ale zasłużyłeś na kogoś, kto będzie mógł odwdzięczyć ci się tym samym. Po prostu ja nie jestem tą osobą. - jego oczy stają się mokre przez moją prawdomówność, uśmiech spada i mogę wyobrazić sobie jego zranione serce przez efekt, jaki na nim wywarły.
Chwyta moje ciało i podnosi, odrywając stopy od ziemi. Jego ciało trzyma moje tak, jakbym nic nie ważyła.
- Nie, nie zostawiaj mnie jak ona. Nie, nie, nie. - ta reakcja przypomniała mi dzień, w którym pierwszy raz zostałam przez niego porwana i powiedział to samo.
- Kim ona jest? - pytam.
Odstawia mnie z powrotem na ziemię i odrywa swoje ramiona ode mnie.
- Miałem 15 lat. Już wtedy kochałem się w tobie, ale bylem młody i chciałem mieć kogoś, kto też by mnie zauważył. Miała na imię Rebecca. Miała miękkie, blond włosy przypominały mi Roszpunkę i niebieskie niczym ocean oczy. Powinnaś ją zobaczyć Aubrey, zapierała dech w piersi. Nigdy nie wierzyła, że jest wystarczająco dobra, tak, jak ty, i nie rozumiała tego, co do niej czuję. - patrzył na mnie swoimi zielonymi oczami, w których widać było burzę, płakał. Kochał tą Rebeccę, uszczęśliwiała go.
- Zostałem zaproszony na jej 16 urodziny, abyśmy mogli je świętować wraz z jej rodziną, razem rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Świetnie się bawiłem z jej rodzeństwem i po urodzinach zaproponowałem, abyśmy poszli do mnie, za zgodą jej rodziców oczywiście. To wtedy mi to powiedziała.

Flashback

Szliśmy wzdłuż pustej ulicy, trzymając się za ręce. Jej blond włosy były wszędzie przez wiatr. Myślała, że się zniszczyły, ale były daleko od tego.
- Więc Harry, dobrze się bawiłeś? - zapytała dźwięcznym głosem.
- To ja powinienem zapytać cię o to solenizantko. - mrugnąłem do niej, na co jej blade policzki przybrały odcień głębokiego różu.
- Harry, chodziło mi o to, że muszę ci coś powiedzieć. - jej twarz znowu zrobiła się poważna, czekając, aż kiwnę, aby kontynuowała.
- Um, chcę ci powiedzieć, że mój ojczym dostał nową pracę na Florydzie. I zastanawiam się, czy nie pojechać z nim. Ma tam duży dom ze służbą i basen, a to wszystko na Florydzie, Harry.
- Czekaj, czyli zostawiasz mnie? - puściłem jej dłoń i zatrzymałem się na ulicy.
- Nie kochanie, chodzi mi o to, że chcę, abyś pojechał ze mną. Możemy tam zacząć nowe życie. Nie masz tutaj nikogo, tylko mnie. Bardzo cię kocham, dlatego chcę, abyś pojechał ze mną.

Ale masz tutaj Aubrey. - powiedział mi mój umysł.

- Nie, Rebecca. Nie wyjadę tylko dlatego, że ty chcesz przeprowadzić się na Florydę, ja też mam swoje życie. - zmarszczyła brwi na moją odpowiedź.
- Harry, jeśli mnie kochasz to wyjedziesz ze mną! - krzyknęła. Moje ciało zdrętwiało, wiedząc, że może uderzyć mnie w każdej chwili.
- Rebecca kochanie...
- Nie! Jesteś taki głupi, wiedziałam, że się nie zgodzisz, jesteś takim mięczakiem! Powinnam posłuchać Ricky'ego, kiedy mówił, że tracę swój czas! - odwraca się uderzając mnie swoimi włosami w twarz.
- Nie, poczekaj! - łapię za jej łokieć, odwracając ją.
- Nie Harry, wracaj do swojej małej zdziry! Jak ona tam ma? Aubrey? Wracaj do całowania jej tyłka, a może któregoś dnia cię zauważy. - wyrwała się z mojego uścisku i odwróciła gotowa przejść przez ulicę, i kiedy zrobiła pierwszy krok, samochód pojawił się na polu widzenia. W jednym momencie jej ciała nie było, wiedziałem, że samochód zabrał ją daleko od domu.

*

*

*

- Ale nie zawsze taka była. Kiedyś była bardzo miła i słodka, kiedy pierwszy raz ją spotkałem, przyrzekam. Po tym wszystkim wróciłem do normalnego życia, pracowałem na pół etatu w piekarni i chodziłem do szkoły. Od dawna ci się przyglądałem, ale głos Rebecci zawsze chodził mi po głowie. - jego ostatnie słowa sprawiły, że teraz zrozumiałam. Był zakochany w tej Rebecce. Ona praktycznie powiedziała mu, że ten nigdy nie będzie mnie miał, więc w jego umyśle pojawiła się misja udowodnienia jej, że się myliła. Pragnął mnie tak bardzo, aby pokazać jej, że jest zdolny to zrobić. Uwięziła go, pozwalając, aby jej słowa wbiły mu się do głowy, myśląc, że to miłość, ale to cały czas była misja, aby udowodnić jej, że się myli. Teraz wszystko, co musiałam zrobić, to pokazać mu, że tak naprawdę mnie nie lubi. I możesz zapytać, jak mam zamiar to zrobić? Cóż, pokazując prawdziwą siebie.

_________________________________________________


Ech, jak to się dzieje, że na bloga wchodzi dziennie ok. 300 osób, a komentuje z 10? :c hmm, może powinnam wziąć przykład od koleżanek i ustanowić zasadę, np.: 

20 komentarzy = nowy rozdział 
?

Nie chcę tego robić, jednak jeśli to jedyna opcja... może powinnam?