sobota, 28 lutego 2015

CHAPTER 45


*

Bo nikt nie zna cię kochanie tak, jak ja. 
Minęło tak dużo czasu, minęło tak dużo czasu. 
Może jesteśmy ognioodporni.

*

Harry POV

- Kochasz mnie? - łzy plamią jej twarz, widzę jej ból, kiedy mocniej zaciskam dłoń na jej brązowych włosach.
- Odpowiedz mi! - brzmię jak bestia, wydzierając się na nią mimo tego, jak blisko siebie jesteśmy. Zaczyna płakać, puszczam ją i patrzę, jak wypłakuje się w swoje dłonie.
- N-nie. - jej odpowiedź jest prosta, za prosta, nie powinna mnie zranić. Ale sytuacja w jakiej się znajdujemy, to, co zrobiłem dzisiaj, to wszystko nawarstwia się i dostrzegam, że zachowuję się jak palant przez co zaczynam płakać.

Może teraz odejść, przecież powiedziała "nie". Nie chcę, aby odchodziła, nigdy tego nie chciałem. Powiedziałem jej, że będzie mogła to zrobić, jeśli mnie odrzuci i teraz tego żałuję.

W mojej głupiej próbie przestania płakać ścieram łzy rękawem i sięgam po dziewczynę. Chwytam ją za ramiona, staram się nie złapać zbyt mocno, ale też tak, aby nie mogła się odsunąć.

- Powtórz to. Spójrz mi w oczy i powiedz, że nic do mnie nie czujesz. - ma spuszczoną głowę, nadal cicho płacze. Kiedy w końcu podnosi ją w górę, czuję ukłucie w sercu, zauważając, że jej duże, brązowe oczy są czerwone i opuchnięte, wydają się tonąć we łzach. Jej dolna warga drży i zajmuje to trochę czasu, ale w końcu spotyka się z moim wzrokiem.

- Ja - zagryza dolną wargę i patrzy w górę,wstrzymując łzy. Ponownie odnajduje moje oczy, tonąc w nich raz jeszcze.
- Powiedz mi, że nic nie czułaś, kiedy całowałem tamtą dziewczynę. - jestem zdesperowany, aby powiedziała to, co chcę usłyszeć.

Jej milczenie powoduje, że tracę cierpliwość, jednak staram się opanować, gdy ta uspokaja się i mówi:

- Nienawidzę cię Harry Styles'ie za te wszystkie popieprzone rzeczy, które mi zrobiłeś. Sprawiłeś, że straciłam panowanie nad sobą wraz z moją godnością, i najgorsze z tego wszystkiego to to, że postradałam zmysły. Jeśli chociaż przez chwilę sądziłeś, że mogłabym cię pokochać z całego serca, które już jest w kawałkach, to mogłabym pomyśleć, że opętał cię diabeł. Ale nie mogę tak myśleć.

Wyrywa się z mojego uścisku i odchodzi, zostawiając mnie z jej słowami odtwarzającymi się w kółko w mojej głowie.

* Przeszłość *

Harry ~~

Może mógłbym zostać lekarzem? Albo  Olimpijskim? Pytałem samego siebie, przygryzając długopis, starałem się coś wymyślić na temat mojej przyszłości na ten essay. Zrobiłem się podirytowany, gdy mój mózg nie mógł zdecydować się na właściwą odpowiedź, ale tutaj przecież nie ma złych i dobrych odpowiedzi. Pani Jay doprowadzała mnie do szału tym essay'em, ale wiem, że muszę zaliczyć te zajęcia.

Podniosłem wzrok, gdy drzwi od klasy otworzyły się, a przez nie weszła Aubrey. Jej włosy związane były w wysokiego kucyka i nic nie mogłem na to poradzić, ale moje oczy skanowały jej nieskazitelną twarz. Uśmiechnęła się do swojego partnera i usiadła obok niego, złamałem długopis przez zbierającą się we mnie wściekłość na widok tego, jak dobrze się dogadywali.

Kiedy przeniosłem wzrok z powrotem na kartkę, na której napisałem zaledwie jedno zdanie, szybko je skreśliłem i napisałem:

"Kiedy dorosnę, chcę ożenić się z dziewczyną, którą pragnę."

**

Biegłem. Biegłem po nią i gdy zatrzymałem ją znowu po raz setny, nie pozwolę się odejść.

Nie sądzę, abym kiedykolwiek na to pozwolił.

_________________________________________________

Jest już rozdział 2. Call Boy! 
Gorąco zapraszam. :)

czwartek, 19 lutego 2015

CHAPTER 44


Jeśli mnie nie kochasz,
dlaczego obudziłaś we mnie nadzieję?
Bez wzdjędu na to, co się wydarzy, nie puszczę cię,
Źle mnie zrozumiałaś, nie chciałem cię skrzywdzić.

Aubrey POV

- Nie mogę uwierzyć w twój egoizm!
- Głupia zdzira.
- Gdybym cię nie kochała, to udusiłabym cię.

Posiniaczona twarz Gregg'a staje mi przed oczami, po tym, jak Harry nakrył nas przytulających się do siebie.

Jest zły, wściekły. Nie wydaje mi się, żeby było w tym coś dziwnego, widuję go takiego, co najmniej dwa razy dziennie.

Po walce na pięści Harry'ego z Gregg'iem, wyciągnął mnie z zakładu, wioząc to naszego domu jeśli tak można to nazwać. Teraz jesteśmy w salonie, ten chodzi po pokoju, a ja siedzę, jak przyklejona do kanapy.

Siedzę cicho, dając mu tym do zrozumienia, że nie mam zamiaru odpowiadać na żadne jego komentarze.

- Powiedz mi. - jego głos jest surowy, kiedy stoi naprzeciw mnie, sprawiając, że podnoszę głowę na jego niebotycznie wysoką postać.

Moje usta wydają się być zamknięte na zamek, nie wychodzi z nich ani jedno słowo.

- Powiedz! - jego dłoń ostro chwyta za mój podbródek. Nozdrza rozszerzają się mocno ze złości, powodując, że oddech, które bierze, uderza w moją twarz.
- Nie zasługujesz, aby wiedzieć. - taka jest prawda i mam gdzieś, że przez to będzie jeszcze bardziej wściekły, nie zasłużył na to.
- Nie zasługuję na prawdę? Po tym, co dla ciebie zrobiłem!?
- Wszystko, co zrobiłeś w moim życiu to zniszczenie każdej, nawet najmniejszej krzty nadziei, której się trzymałam, aby to wszystko zniknęło! - wstaję, popychając go w tył, aby puścił mój podbródek.
- To kłamstwo. Sprawiłem, że twoje życie stało się pieprzonym rajem. - zagrzmiał dwa razy mocniej.
- Och, doprawdy? Dlaczego nigdy nie widziałeś, jak się uśmiecham? Dlaczego każdej nocy śpię z cholerną bronią pod poduszką, co? - pcham go z każdym wypowiadanym przeze mnie wyrzutem, zmuszając do cofania się.

Przerywa mi, chwytając za nadgarstki,  tym samym zatrzymuje nas oboje.

- Mam nadzieję, że będziesz płonął w piekle. - syczę.
- Już w nim jestem. - puszcza moje nadgarstki z lekkim pchnięciem, następnie odwraca się i wychodzi.


*

*

*

*


Może powinnam to teraz zakończyć. Mogłabym odejść, spakować się i po prostu wyjść, ale gdzie bym poszła? Obgryzam paznokcie, myśląc nad tym, co zrobić.

Minęły 4 godziny od momentu, w którym Harry wyszedł, a dopiero teraz kłócę się sama ze sobą, czy powinnam uciec. Otwieram naszą szafę, wyciągam torbę i otwieram ją. Potem zaczynam pakować wszystkie moje koszulki, spodnie, buty. Podchodzę do naszej komody, wyciągając wszystko, co będzie mi potrzebne, włączając w to paszport, pieniądze i to, co wpadnie mi w ręce.

Czas mija, podnoszę pełny bagaż, a moje serce zaczyna walić jak szalone, słysząc otwieranie frontowych drzwi, a chwilę potem głośne trzaśnięcie nimi. Nie, nie, nie, nie może tu teraz przyjść.

Jestem zbita z tropu, kiedy wychodzę na korytarz i widzę, jak pijany Harry podchodzi do sofy i kładzie się. Dziewczyna podąża za nim, obserwuję, jak przyciąga ją do siebie, wkłada dłonie pod jej sukienkę. Jęczy, kiedy ta przygryza jego wargę.

- Harry. - otwiera oczy, ale nie odrywa się od dziewczyny. Uśmiecha się głupio. Chce, abym poczuła ból. Chce, abym poczuła się tak, jak on, kiedy zobaczył mnie z Gregg'iem. Chcę udawać, że to nie robi na mnie najmniejszego wrażenia, ale emocje, które tak bardzo starałam się w sobie stłumić, zdradziły mnie. Czuję to uczucie pieczenia ze złości, zazdrość.

Zamyka oczy i jęczy w jej usta. W tym momencie pękam.

- Harry! - powtarzam jego imię. To powoduje, że dziewczyna, przez którą krew mnie zalewa, zatrzymuje się i spogląda na mnie. Żenująco schodzi z niego.
- Czego chcesz do cholery? - z jakiegoś powodu jego szorstki ton boli. Czego chcę? Chcę, aby ta nieznajoma wyszła z naszego domu i żeby trzymała łapska przy sobie.
- Chcę, aby twoja mała przyjaciółeczka stąd spieprzała. - drwi, widząc, jak szarpię ją do wyjścia, ale zadziwiająco nie powstrzymuje mnie. Dziewczyna przeklina pod nosem, kiedy wyrzucam ją za drzwi.
- W taki sposób chcesz rozwiązać swoje problemy, Harry? - wracam go salonu i znajduję go bez koszulki. Ma malinki prowadzące wzdłuż jego szyi aż do klatki piersiowej, moje dłonie zaciskają się w pięści.
- Gdzieś ty był?
- W pieprzonym klubie, a gdzie niby? - mówi zirytowany. Podążam za nim do naszej sypialni, w pełni spakowana i gotowa go ucieczki torba podróżna sprawia, że zatrzymuje się, a ja uderzam w jego plecy.
- Odchodzisz? - reaguje wściekłością. Odwraca się, na co zaciskam szczękę, nie chcę patrzeć mu w oczy.
- Tak.
- Teraz ty mi powiedz, w taki sposób chcesz rozwiązać swoje problemy? - wykorzystuje moje poprzednie pytanie przeciw mnie. Skomlę, kiedy łapie mnie za włosy i przyciąga bliżej siebie.
- Spójrz na mnie! - mozolnie spoglądam w jego zielone, błyszczące oczy. Wszystko, co widzę to wściekły człowiek, który nie ma pojęcia, co robi.
- Wiesz gdzie są drzwi. Ale najpierw udowodnij mi coś. - zaczynam się rozklejać przez ból rozchodzący się po skórze mojej głowy.
- Kochasz mnie? - moja dolna warga zaczyna drżeć, chłopak pochyla się.

_____________________________________________________

Call Boy

~~~

EDIT

Dziś [21.02] są moje 20-ste urodziny! 
Ale ten czas leci... 
Czuję się staro! ;c

niedziela, 15 lutego 2015

NOWY FF!


Zapraszam Was na moje nowe tłumaczenie fanfiction! 



+ Nowy rozdział Stalked pojawi się najprawdopodobniej w czwartek. :*